niedziela, 8 marca 2015

Cholernie NIEidealna

Tekst z dedykacją dla wszystkich babeczek -  bądźcie sobą, nieprzyzwoicie szczęśliwe i róbcie to, co kochacie.! I pamiętajcie, że ideały nie istnieją.

Myślę.
Hmm, ten tekst to maleńkie szaleństwo. Małe figlarnie poskładane literki. Pokażę wam nieidealność. Tylko błagam, nie przestraszcie się mnie w wersji rozczochranej żarówki, w koszuli flanelowej z buzią wymsmarowaną maseczką z oleju. I z góry przepraszam facetów za ten aseksualny wydźwięk. Tylko nie uciekajcie! To tylko taki relaksujący nieogar z okazji Dnia Kobiet :)

 Mój kochany blog propaguje dążenie do bycia najlepszą wersję siebie, ulepszania własnej egzystencji, ciała, ducha, brzucha, jelit..whatever. :) Tak, to powinniśmy robić, bo życie bez celu i wyzwań jest do kitu. Ale z drugiej strony popatrzmy na nasze słodkie wady, kompletną leworęczność i ludzką bezsilność w wielu sytuacjach i swoje podejście w tych chwilach. Spinacie się żeby to zgrabnie zatuszować i sztucznie zmieniacie samego siebie? Czy może olewacie te pierdoły i podchodzicie do nich z humorem lekko obracając kota ogonem?

Szamając dzisiejszą owsiankę z kurkumą ( o niej jutro!) natknęłam się na artykuł w WO o Ch.. Pani domu. Czytam, czytam i uświadamiam sobie : O kurczę, ja też tak mam. To trochę paradoks.  W kwestii treningu, dietetyki, pracy, notatek (Pani Drukarka), nauki, pisania kartek, listów i prezentów jestem totalną pedantką, a najprostsze czynności typowo domowe przyprawiają mnie o myślowy ścisk głowy i syndrom czynnności nie do ogarnięcia. To wszystko odzwierciedla mój wygląd: codziennie inaczej wyglądające włosy, bardzo często mocno nieidealny makijaż i manicure. Bo chyba są ważniejsze rzeczy do pilnowania niż to, czy mam perfekcyjną kreskę na oku i nogi bez siniaków. Bez spinki, serio.

Zdjęcie, przez które prawie się udusiłam ze śmiechu. Dzięki, szwagier :D
Uwielbiam gotować, eksperymentować z nowymi smakami i potrawami. Niestety, moje garnki lubią reakcję zwęglenia (ostatnio przy gotowaniu na parze, brawo ), zupy kremy przy blendowaniu  złośliwie rozpryskują się po całej cudownie lśniącej kuchence, a moje kulinarne skarby w postaci kasz, przypraw, słoików, puszek i miliona opakowań nie chcą siedzieć spokojnie poukładane w pudełku. Chyba same przemieszczają się w nocy tworząc artystyczny nieład. Tak samo jak ciuchy w szafie. To jest dopiero zabawa. Poukładasz je, a po kilku dniach wszystkie koszulki mieszają się ze spodniami. O ciuchach sportowych nie wspomnę. A skarpetki się gubią. Kolejnym wyzwaniem jest ściąganie ubrań z suszarki (najczęściej wtedy, kiedy na prawdę ich potrzebuję: cholera jasna, gdzie moje niebieskie spodnie do biegania?!), rozpakowywanie torby po treningu, wyjazdach albo całym dniu poza domem. Challenge nie do przejścia. A w ogóle przez to, że piję niezliczone ilości herbat, kaw i wody towarzyszą mi przy biurku przeróżne stylowe naczynia, chociaż nie doskwiera mi samotność kiedy jestem sama w domu.


Marzy mi się kiedyś taka szafa (to brzmi jak początek listu do Świętego Mikołaja), w której wszystko będę mogła pięknie, idealnie poukładać. I walizka na wyjazdy gdzie wszystko się nie miksuje jak w hummusie. I kosmetyczka, jedna przegródka na rzeczydo mycia, druga do malowania. Z zaporą antyprzemieszczeniową. I przypominacz w którą stronę należy przekręcić klucz w zamku, żeby się otworzył. O! W myciu podłóg jestem dobra, traktuję to jako trening cardio + ramiona, yeah!



Kochani! Starajmy się więc być codziennie lepszymi niż wczoraj zadowolonymi z siebie ludźmi. I olejmy sprawy, na które nie mamy wpływu. Życie jest za krótkie żeby przejmować się każdą  najmniejszą pierdołą. Idź i ciesz michę!

Frontrunnerki!