Mam w głowie tabun tematów walczących między sobą, który pierwszy tutaj opisać. Rozpoczęcie pracy było pójściem na głęboką wodą jednocześnie ruszającym machinę mojego rozwoju. Zdrowo jest mieć uczucie bycia debilem i zobowiązania do ciągłego nadganiania informacji.
Kocham i jednocześnie nienawidzę mojego ciągłego poczucia braku czasu. Działam, konkretnie działam, ale czasami pojawia się w mojej głowie pytanie " Po cholerę ci to wszystko?". Po to. Bo to ja i moje cele. Końcówka studiów, praca, artykuły, konkretne treningi i blog. Jest dobrze.
O czym dzisiaj? O MLEKU. Byłam totalnym mlecznym freakiem : owsianka obowiązkowo na mleku, serki wiejskie ( oczywiście light, bo bałam się tłuszczu, brawo), budynie, mleczko z miodem na noc, twarogi (chude...), jogurty wszelkiego typu - bez nabiału nie wyobrażałam sobie życia.
Transformacja, tak jak pisałam, zaczęła się po wizycie u dermatologa i rozpoczęcia kuracji lekami, które wchodziły w interakcję z produktami mlecznymi. Odstawiłam wszystko. I to była najlepsza decyzja w moim życiu. Mija mój 4 miesiąc od ostatniej kawki z mleczkiem; to brzmi poważnie. :) Widzę cudowną korelację poprawy samopoczucia i odstawienia nabiału wśród pacjentów, a nawet u mojej mamy.
| Dieta roślinna = wyższa Hb, no i? :D |
Zagrzebałam się ostatnio w temacie białka, immunologii, wpływie lektyn, kazeiny na różne mechanizmy w organizmie. Tak więc, co znalazłam o mleku?
„W
publikacjach naukowych wykazano najbardziej jednoznaczny czynnik sprzyjający
rozwojowi raka prostaty (…) W badaniach u mężczyzn, którzy spożywali więcej
nabiału, występowało mniej więcej dwa razy większe ryzyko raka prostaty raz
czterokrotnie wyższe ryzyko przerzutów w porównaniu z mężczyznami, których
cechowało niskie spożycie produktów mlecznych.”
Istnieje ogromna liczba
dowodów na poparcie zależności między żywnością odzwierzęcą i rakiem prostaty. Produkty mleczne powodują
podwyższenie poziomu hormonów wzrostu we krwi. Insulinopodobny czynnik wzrostu
(IGF-1) powoduje niekontrolowany wzrost, a jego wysokie stężenie we krwi jest
istotnym czynnikiem zwiększającym ryzyko rozwoju raka. W przypadku raka
prostaty wzrost jest pięciokrotny. Białko zwierzęce wykazuje tendencję
do blokowania produkcji aktywnej witaminy D, przez co w naszej krwi znajduje
się mniejsze jej stężenie; a utrzymujący się niski poziom może wywołać raka
prostaty.
Mleko i jego przetwory powodują:
- zwiększenie produkcji IGF-1 i niekontrolowanego wzrostu komórek
- zmniejszenie wytwarzania aktywnej formy witaminy D poprzez zbyt dużą zawartość wapnia
- powstawanie raka i inne problemy zdrowotne związane z obecnością sterydów i hormonów (wzrostu, IGF-1, estradiolem, progesteronem i testosteronem)
- stymulację procesów zapalnych z powodu obecności utlenionych substancji tłuszczowych
- zaburzenia flory jelitowej (o jelitach niedługo!) – utlenione tłuszcze zwiększają rozwój ptogennej flory jeslitowej ; w jelitach powstają toksyny : wolne rodniki, siarkowodór czy amoniak.
Mleko zawiera również pozostałości antybiotyków, pestycydów, herbicydów,
fungicydów, leków weterynaryjnych, nawozów sztucznych, syntetycznych środków
konserwujących i dodatków do żywności oraz toksycznych lektyn. Nie widać
też istotnej statystycznie różnicy między składem produktów organicznych i
konwencjonalnych. Oprócz tego do mleka i wszystkich produktów odzwierzęcych
podczas procesu produkcji mogą się także dostać zanieczyszczenia mikrobiologiczne – bakterie, wirusy, pasożyty i
mykotoksyny.
W produktach mlecznych można
znaleźć białe krwinki i ropę, co
wynika z ciągłych infekcji, które występują u krów zmuszanych do spełnienia
naturalnie wysokich wymagań produkcyjnych.
Kazeina prowokuje układ odpornościowy do niepożądanych reakcji.
Białko to jest ciężkostrawne - niestrawione fragmenty tych białek pozostają w
organizmie, a nasz układ odpornościowy uznaje je za wirusy. To z kolei powoduje
reakcję obronną organizmu, celem ochrony przed „intruzem”. Uruchamia to
skomplikowaną reakcję w organizmie. Kazeina działa podobnie do narkotyków
opiatowych, poprawiając samopoczucie. Po spożyciu przekształca się w
kazomorfinę, która w naturze odpowiada za wytworzenie silnej więzi pomiędzy
niemowlęciem a matką karmiącą piersią.
Mleko a osteoporoza
„Powszechnie
uważa się, że wapń w mleku jest lepiej przyswajany niż wapń pochodzący z innych
pokarmów, takich jak małe ryby, nie jest to jednak do końca prawdą. Stężenie
wapnia we krwi u człowieka wynosi przeciętnie 9-10 mg. Po wypiciu mleka
stężenie gwałtownie wzrasta. Chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się, że
wchłonięciu uległa duża ilość wapnia, ten wzrost poziomu wapnia we krwi ma
stronę negatywną. Przy nagłym wzroście stężenia wapnia we krwi organizm
stara się obniżyć jego nienormalny poziom do prawidłowego stanu, usuwając wapń
z nerek przy pomocy moczu. Innymi słowy, picie mleka w celu
przyswojenia wapnia, jak na ironię, prowadzi do zmniejszenia jego ilości w
organizmie. W każdym z czterech krajów-wielkich producentów mleka (USA,
Szwecja, Dania, Finlandia), gdzie każdego dnia spożywane są wielkie jego
ilości, odnotowuje się wiele przypadków złamań bioder i osteoporozy.
Za to wapń w małych rybach i wodorostach, które
Japończycy jedzą od stuleci i w których, jak sądzono, poziom wapnia jest
stosunkowo niski, występuje w formie wolniej przyswajalnej i nie prowadzi do
zwiększenia poziomu jego stężenia we krwi. Co więcej, kiedy Japończycy nie pili
mleka, przypadki osteoporozy występowały tam niezwykle rzadko. Nawet dziś nie
słyszy się o dużej liczbie przypadków tego schorzenia wśród osób nie pijących
regularnie mleka.”
Co myślicie?