niedziela, 1 lutego 2015

Terapia węglowodanofoba

Dzisiejsza aura była idealna - lekki mrozik, skrzypiący śnieg i drzewa oświetlone śmiało grzejącym słońcem. Łapiesz energię i lecisz dalej. A dopełnieniem szczęścia jest zdrowy posiłek, po którym masz wrażenie, że zrobiłeś dla siebie coś dobrego i odżywiłeś każdą komórkę swojego ciała.

Ostatnio mocno skupiałam się na mikroskładnikach - głównie wapniu i żelazie. Ale czy wszystko w porządku z fundamentem Twojego jadłospisu? Jest kilka błędnych praktyk, które są bardzo powszechne: ucinanie węglowodanów i ładowanie się białkiem, strach przed jakimikolwiek tłuszczami czy wręcz węglowodanofobia. Jeszcze kilka lat temu zaliczałam się do ostatniej grupy. Dzisiaj, po długim czasie dochodzenia z własnym "ja" do żywieniowego konsensusu popieram teorię, że proporcje (dla człowieka bez żadnych szczególnych restrykcji żywieniowych) 60- 65% nieprzetworzonych węglowodanów, 10-15% białka (w przeważającej ilości pochodzenia roślinnego) i 25-30% zdrowych tłuszczów w postaci pestek, orzechów, awokado, olejów roślinnych i okazjonalnie tłustej rybki znanego pochodzenia to optymalne wyjście.

Przypieczone migdały dodały całości charakteru
Obiecałam, że niedziela będzie na słodko. 
W ramach terapii węglowodanofobowej bawię się różnego typu zbożami - testuję, gotuję, mielę i wcinam z uśmiechem na ustach. Dzisiejsze ciacho to konkretnie szalona mieszanka. Wyciągnęłam z szafki kaszę jaglaną, ryż pełnoziarnisty, wiórki kokosowe, siemię lniane i rodzynki (proporcje wedle życzenia i zapotrzebowania na ilość ciasta) - wszystko zmieliłam i otrzymałam suchą bazę
mączną - bezmączną. Pamiętajcie, żeby kupować siemię lniane w całości i mielić je chwilkę przed zjedzeniem - dzięki temu będzie bogate w m.in kwasy omega-3, później wszystko wietrzeje. Zmielone siemię w aptece/sklepie to sorry - sucha błonnikowa pasza.

Jako dodatek - domowy dżem śliwkowy

Do suchych składników wsypałam odrobinę sody oczyszczonej i dużo cynamonu. W osobnej misce starłam 5 jabłek i 2 marchewki. Całość zmieszałam, wbiłam dwa jajka i wlałam łyżkę oliwy z oliwek - wyszła dość gęsta masa. Wyłożyłam nią aluminiową blaszkę, a na wierzch wsypałam płatki migdałów. Ciacho piekło się 50 min (cały pilates :)) w 190 stopniach. Bez problemów wyszło z foremki i nie rozwalało się przy krojeniu! Dzięki rodzynkom i jabłkom jest słodkie. I znika zdecydowanie za szybko!